RSS

Street

0 komentarzy | Ten wpis powstał 08 May 2010

Street

Fotografia ślubna – Ela i Marek

0 komentarzy | Ten wpis powstał 14 Oct 2008

Ela to moja nauczycielka j.angielskiego. Najlepsza nauczycielka. Wcale się nie podlizuję. Ile ona miała do mnie cierpliwości trudno opisać. Wraz z Markiem, jej obecnym mężem poprosili mnie o wykonanie zdjęć ślubnych. Branie na siebie takiej odpowiedzialności to porządny stres – jak dla mnie. Teraz w dobie cyfry jest zdecydowanie łatwiej – widać namacalnie, zaraz po wykonaniu zdjęcia efekty. Kiedy robiłem poprzednie ślubniaki, głównie rodzinne, za czasów analoga było jeszcze trudniej. Pamiętam tą niepewność, kiedy szedłem do LAB’u. Zawsze zadawałem sobie pytania- czy na pewno wyszły, czy nie zostały przypadkowo uszkodzone. Ślub trudno było powtórzyć tylko dlatego, że fotograf albo ktoś, kto wywoływał był nieudolny. Przyjąłem to zlecenie z drżącymi rękoma. Zrobienie dobrych zdjęć, które będą oglądane przez lata, które stanowić będą pamiątkę takiej ważnej chwili nie jest wcale proste.

Odpoczynek

Odpoczynek

Podczas przygotowań, ślubu, wesela i pleneru zrobiłem sporo zdjęć. Największym problemem był dla mnie kościół, a właściwie mała, bieszczadzka ceriewka zaadaptowana dla katolików na świątynię. Problemy? Typowe – mało miejsca, w tym przypadku było bardzo mało miejsca, kilka źródeł światła, które mój aparat wprawiały w osłupienie (biedak nie wiedział na co się zdecydować – mówię oczywiście o balnasie bieli) i … moja trema. Każde kliknięcie migawką, wydawało się, że słyszalne było nawet na zewnątrz.

Ela i Marek

Ela i Marek

Plener należał do zdecydowanie najbardziej ulubionych dla mnie miejsc, w których mogłem uwiecznić Elę i Marka. Dzielnie asystowała mi moja córka oraz szwagierka Marta, bez których zdjęcia na pewno nie były by udane. Wiatr, wiał całkiem nieźle a utrzymanie przy tym 180 cm blendy było nie lada wyzwaniem. Jednak udało się i mimo chimerycznego słońca zakończyliśmy plener z kilkoma udanymi zdjęciami.

Cóż największą cierpliwością w stosunku do mnie wykazali się Era i Marek. Nie było wcale łatwo. Plener podzieliliśmy na dwa etapy. Pierwszy wykonaliśmy zaraz po weselu. Niestety pogoda nas nie rozpieszczała – padał deszcz, wiał zimny wiatr, a słońca nie było. Światło generowaliśmy sztucznie (za pomocą Nikon CLS – 3 lampki błyskowe) by choć trochę ratować zastaną sytuację.

Małżeńska rozgrywka

Małżeńska rozgrywka

Patrz mi w oczy ...

Patrz mi w oczy ...

Drugi już ze spokojem na miejscu w Warszawie. Zdjęcia robiliśmy jeszcze w wakacje. Żar z nieba dał o sobie szybko znać. Uwijaliśmy się całkiem sprawnie, mimo to okazało się, że tych “kilka” zdjęć robiliśmy kilka ładnych godzin. Czas przy tym płynął zupełnie niepostrzeżenie. Pojawiały się nowe pomysły na zdjęcia, na ujęcia. Bawiliśmy się przy tym świetnie. Przy okazji znaleźliśmy świetne miejsce na realizację plenerów – nie tylko ślubnych.

Po przekazaniu zdjęć Eli stwierdziłem, że fotografia ślubna nie jest wcale łatwym tematem, choć wydawać by się mogło, zwłaszcza po tym co zobaczyłem na innych ślubach (kiedy byłem gościem bez aparatu), że nie ma nic prostszego. To co kiedyś tworzyłem dla rodziny ni jak się ma do realizacji zdjęć “na zamówienie”. Stres mimo wszstko jest większy chociaż nie urywam technicznie jest łatwiej (cyfra).

Temat, jak każdy inny – jeśli chcesz być w czymś dobry musisz ćwiczyć, trenować, poświęcić temu czas, szukać dobrych źródeł wiedzy na dany temat. Wtedy buduje się warsztat, który pomaga w osiągnięciu celów w sposób mniej bolesny, bardziej skuteczny i efektowny. Można oczywiście potraktować ten temat na luzie, zrobić kilka zdjęć i zapomnieć o sprawie (też byłaby pamiątka) ale dla mnie udział w takim przedsięwzięciu to wyzwanie, możliwość poznania czegoś nowego.